outremer blog

Twój nowy blog

Tu już koniec.

Dalej jest tu: 
http://hajfa.wordpress.com

Zapraszam.

#1 [„Jestem nieustannie nakręcony. (…) z Wojciechem Bonowiczem rozmawia Agnieszka Wolny-Hamkało” (fragm.), {w:} „Portret”, nr 2 (27) 2008, Olsztyn, str. 191.]

Język wysuwa się na pierwszy plan i ginie meritum wykładu, a ty chodzisz – taki radar, nastawiony na język, rozkręcony.
Bywa tak. Np. w kościele kazanie jest często tak mocno wystylizowane, że człowiek przestaje rozumieć, o co chodzi. Robiłem kiedyś wywiad z Wiesławem Myśliwskim, który mi powiedział: „Kiedy rozmawiam z ludźmi, nie słucham na ogół, o czym oni mówią, bo mi się najczęściej wydaje, że ja to już wiem. Słucham natomiast tego,  j a k  mówią”. I coś w tym jest. Jak człowiek pisze i w ogóle jak zastanawia się nad językiem, to w pewnym momencie następuje takie przestrojenie, że zaczyna słuchać,  j a k  ludzie mówią, jak to jest zrobione. Z drugiej strony mam coś takiego w swojej konstrukcji psychicznej, co można by nazwać głodem sensu. No i wszędzie tego sensu szukam. Dobrze, jak ktoś ładnie mówi, jak potrafi układać słowa – ale o co mu chodzi? To mnie interesuje.

Każdy nosi w języku swój własny portret. Mógłbyś „poznać” człowieka po języku?
Moim zdaniem, każdy jest osobnym językowym światem. Każdy ma własną tożsamość językową: jeden bardzo silną, mocno rozwiniętą, drugi – własną, ale mniej samodzielną i dlatego nieszczególnie atrakcyjną. Między ludźmi mogą być niekiedy bardzo niewielkie różnice, jeśli chodzi o używanie języka, ale zawsze jakieś są. Ludzie różne rzeczy ze słownika wybierają. To najlepiej widać, kiedy odziedziczy się po kimś komórkę. Człowiek pisze esemesy i widzi, że w słowniku nie ma pewnych słów, których on by chętnie użył. Poprzednik w ogóle tych słów nie używał.
Dla mnie ważne jest, żeby się iść jednak w stronę sensu. Chociaż sam język jest bardzo ciekawy i bardzo łatwo się wkręcić… W codziennym doświadczeniu, jakie formuje gazeta, telewizor, ten język jest bardzo biedny, bo tam w zasadzie stale obraca się tymi samymi zwrotami, tymi samymi formułami. Ludzie wzajemnie się naśladują. Odkąd Wałęsa przestał być prezydentem, nie pojawił się nikt, kto by proponował jakiś ciekawy sposób formułowania myśli. Waldemar Pawlak jest ideałem takiego ubogiego, płaskiego posługiwania się językiem. Ponieważ politycy są bardzo często zapraszani do mediów, ten język ciągle jest prasowany, te same słowa są mielone, w kółko – i w końcu język jest jak heblowana deska, gładki, poręczny, ale już mało interesujący.

#3 [Wojciech Bonowicz, „Mój sen z zegarkami”, {w:} „Portret”, nr 2 (27) 2008, Olsztyn, str. 195.]

Wojciech Bonowicz

Mój sen z zegarkami

Jedliśmy zegarki z blaszanych misek.
Zegarki były z oczami jak wszystko w gułagu:
z każdej szpary patrzyło na nas zamarznięte oko.
Zmarli szli spać w bruzdach albo na dnie rzeki. Nikt nie miał
zegarka na ręce. To było nasze jedyne pożywienie.
Poza tym lód którego nie dało się poruszyć
ściana lodu na której o świcie kołysał się mój oddech.

#3 [szósty sen marokański]

Pod białymi murami kościoła św. Bartolomeusza w Asila wykopałem wielki, stary skarb. Została tam ukryty wieki temu przez Portugalczyków. Cała skrzynia złotych monet. Na skrzyni znajdował się nieznany mi herb: dwie armaty skrzyżowane ze sobą. Przez Ceutę wywiozłem znalezisko do Szwajcarii. Tam sprzedałem monety na tajnej aukcji antyków, uzyskaną kasę wpłaciłem do banku, a z odsetek kupiłem sobie dom w Lozannie. W ogrodzie posadziłem cedry. Kupiłem też kilka innych domów. W Lizbonie oraz Agadirze i dwa w Polce: jeden na wyspie Wolin, a drugi w Bieszczadach. Miałem kamerdynera, który chodził za mną krok w krok, ubrany w liberię. Dbał o moje rzeczy, prasował, kupował mi ubrania. Miałem też szofera-kobietę, która była także moim ochraniarzem. Ona wcale nic nie mówiła albo prawie nic nie mówiła, najczęściej kiwała tylko głową na „tak” lub na „nie”. No i miałem też kucharza, który wszędzie ze mną jeździł i był nim Piotr Kamiński.

{zapis pięciu innych snów marokańskich pod tytułem „Sala jest pełna” został opublikowany na stronie Cyc Gada; mniej oniryczny fragment z marokańskiej podróży znajduje się na Hajfie}

CXXXV. /

4 komentarzy

#1 [Andrzej Sosnowski, „Głowa myśliciela (sama głowa) – zmarszczka między brwiami” [fragm.], {w:} „Dla tej ciemnej miłości dzikiego gatunku”, Biblioteka Poezji Współczesnej, tom 4, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2008, str. 53.]

„Zdradzaj autentyczność. Czyli zdradzaj mężczyzn? Ciało nie musi pamiętać żadnej zacnej bajki, więc po co miałabyś siedzieć na czubku tej szklanej góry, patrząc na rycerzy lecących w dół jak smętne koty, i mruczeć: nienawidzę, nienawidzę. Na każdego Mercutia przypada jeden Romeo, który jest z innej gry, zna inne reguły gry, reguły innej gry, reguły serca? Ale dla kogo pracuje ‘serce’? I czyją ideologią jest ‘życie’? ‘Rzeczywistość’? I ponieważ ta zwyczajna konkluzja jest tak trywialna (‘słona, lepka, biaława ciecz o korzennym zapachu’, jak pisał markiz de Sade), wymyśliłem dla ciebie tę prozę, która jest androgyniczna. Ale czy tutaj cokolwiek może być bez-interesowne?”

#3 [@ by Mr Tlon, przesłano dnia: 17 stycznia 2009 15:16.]

„A potem połknął czerwoną kulę. Pulsujące jądro miąższu nieoczekiwanie dotarło do jego głowy i umiejscowiło się na wysokości oczu. Ból, który odczuł przebudziwszy się w środku dnia nie był jeszcze wystarczająco silny, dopiero w miarę rozrastania się małego słońca, w miarę zwiększania się aktywności jego pączkującej plazmy, w miarę wykwitu jęzorów protuberancji, dopiero wtedy zaczynał odczuwać ból potężny, ból przeszywający, ciśnienie bólu próbujące wyważyć gałki jego oczu, nagłe wybuchy bólu, gejzery docierające swymi wynaturzonymi mackami aż do dna jego mózgu. Nikt nie mógł już zasnąć. Kula uaktywniła się na dobre i odebrała resztki nadziei.
Kiedy przebudził się ponownie, kula znajdowała się już we wnętrzu brzucha. Jej aktywność zmalała. Stała się ciężka, bardziej szorstka  i fioletowa. Wciąż bolała. Nikt przywołał gwałtownie obraz kubka  i strumienia wody cieknącego z kranu. Wypił dwie łapczywe szklanki wody. Okazało się, że wraz z następnym przebudzeniem  mógł już usunąć resztki kuli w postaci gorącego moczu.”

CXXXIV. /

5 komentarzy

#1 [Sándor Márai, „Księga ziół”, przeł. Feliks Netz, wyd. III, Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK, Warszawa 2008, str. 91.]

„Nie warto, abyś podniósł pióro, nie warto, byś upuścił jedną kroplę atramentu na papier, nie warto zmarnować kwadransa twojego życia na to, byś napisał coś takiego, co spodoba się tłumowi i ćwierćinteligentowi, który, przeczytawszy to, zawoła: O, tak! My też tak myśleliśmy!… (…). Bo albo to, co spodoba się tłumowi, jest zawsze pomyłką z jego strony, albo z twojej strony – zdradą.”

#2 [„Wyspa literatury” w CK Zamek/Poznań]

21.01.2009 o godz. 18:00 w Holu Balkonowym (I piętro CK Zamek) w cyklu „Wyspa literatury” zapraszam, w imieniu organizatorów, na spotkanie z Jackiem Gutorowem, Edwardem Pasewiczem i Eugeniuszem Tkaszyszynem-Dyckim.

Prowadzenie: Jerzy Borowczyk i Krzysztof Hoffmann.
Po spotkaniu możliwość konsultacji literackich, bo wstęp wolny.

#3 [Edward Pasewicz, „Gry i zabawy”, {w:} „Drobne! Drobne!”, seria: „Wielkopolska Biblioteka Poezji”, tom 12, WBPiCAK, Poznań 2008, str. 5.]

Edward Pasewicz

Gry i zabawy

Śniły mi się dzisiaj ślady,
zimny, młody, śniady chłopak,
jego brzuch odkryty
przez nie moje dłonie.

Śniło mi się ślepe szczenię,
zgaście światła, zgaście światła,
śnił się sen, że śnie się sobie;
młody, śniady, zimny, ślepy,
czarny blat z odbiciem dłoni.

Zgaście światła, zgaście światła.

#1 [Georges Perec, {cytat za:} Michał Paweł Markowski, „Perekreacja”, Wydawnictwo KR, Warszawa 2003, str. 108-109.]

„Opisz ulicę. Opisz inną.
Porównaj.
Sporządź inwentarz swoich kieszeni, swojej torby. Spróbuj dociec pochodzenia, użytku i tego, co stanie się z każdym przedmiotem, jaki wyciągniesz.
Przyjrzyj się swoim łyżeczkom do herbaty.
Co jest pod twoją tapetą?
Ile ruchów potrzebujesz, żeby wykręcić numer? Dlaczego?”

#3

W noc noworoczną, już nad ranem albo raczej przed południem, śni mi się, że jestem piłkarzem, a dokładnie obrońcą w drużynie Lecha Poznań. Gram w meczu przeciwko drużynie z innego kraju, piłkarze z tej drużyny ubrani są cali na czerwono: koszulki, spodenki, getry, buty i nawet włosy mają zafarbowane na czerwono. We śnie widzę siebie, biegnącego po zielonej murawie boiska na Bułgarskiej, w tej słynnej niebieskiej koszulce. Gonię napastnika przeciwnej drużyny, który ucieka przede mną w stronę trybun. Mój przeciwnik jest daleko przede mną, nie ma szans bym go dogonił, gdy zdaję sobie z tego sprawę, coś mnie unosi w powietrze, zaczynam lecieć. Z góry widzę, że na naszym polu karnym jest jakieś zamieszanie, że wszyscy piekarze tam są, wszyscy z wyjątkiem mnie i uciekającego przede mną czerwonego napastnika. Już się do niego zbliżam, już jestem prawie nad nim, bo lecę szybciej niż biegłem. Potem spadam na niego niczym jastrząb na zająca, obaj przewracamy się, turlamy się po trawie aż za bramkę Lecha. Myślę, że będziemy się bić, a zamiast tego zaczynamy się łaskotać. Obaj świetnie się bawimy, śmiejemy. Jest po meczu. Siedzę w szatni i opowiadam to wszystko Krzychowi, który słucha mnie z bardzo poważną miną. W końcu mówi: „Musisz zadzwonić do Dawida, bo nikt inny ci tego nie przełoży”. Sięgam po telefon, wykręcam numer, ale nic z tego. „Dawid jest niedostępny”, mówię do Krzycha. „Aaa, tak, rzeczywiście. Może tak być, bo Dawid jest w Bułgarii. Nie wiem do kogo trzeba zadzwonić, ale nie możemy tego tak zostawić”, odpowiada. „Może do Mikołaja.” „Może, może. Dzwoń.”

CXXXII. /

14 komentarzy

#3 [Wojciech Bonowicz, „5:59”, {w}: „Tygodnik Powszechny”, nr 51-52 (3102-3103), 21-28 grudnia 2008, Kraków, str. 51.]

Wojciech Bonowicz

5:59

Całą noc szedłem
po dnie.
Dno było wszędzie. Szedłem
w nieznanym kierunku. Niby dreptałem
w miejscu ale to miejsce było ruchome
i z czasem nawet zaczęło poruszać coś we mnie.
Potem muł zrobił się już tak gęsty
że mogłem się w nim położyć. Odpoczywałem
na dnie odpoczywałem nie wiedząc
gdzie jestem. Wiedziałem że niżej
nie ma nic. Że tam nie będę już szukał.
Odpoczywałem w sobie
na dnie. I ktoś przyglądał mi się
we śnie. Ktoś tam był. Ktoś śnił się
komu ja się śniłem. Ktoś
powiedział: „Nie wiem gdzie jestem
ale jestem”.

CXXXI. /

10 komentarzy

#3

Śni mi się, że zakładam zespół o nazwie DIARY PUNK. Rozmawiam z kimś przez telefon i ten ktoś mówi, że najważniejszym instrumentem w mym zespole musi być perkusja, dlatego perkusista powinien być świetny. Dlatego razem z menadżerem jadę tramwajem do Przeźmierowa, by odszukać Bartka „Szopę”, podobno pracuje tam w jakiejś hurtowni materiałów opatrunkowych. Ktoś inny prosi, abym śpiewał, ale tłumaczę, że nie potrafię, że nie mam poczucia rytmu, że mam drewniane ucho, że mogę co najwyżej melorecytować. Zresztą i tak niezbyt skomplikowane teksty, i nie za szybko, bo seplenię. Dlatego potrzebny jest drugi wokalista. Daję ogłoszenie w internecie. Na kolejną próbę przychodzi pani dziennikarz z gazety muzycznej „Prosto z nut”, przekonuje, że trzeba koniecznie zmienić nazwę zespołu, gdyż zespół o takiej nazwie już istnieje i gra koncerty, i nagrywa płyty w Australii, i jeśli nazwa nie zostanie zmieniona, to na stronie Last.fm będą takie same problemy jak poznańskim SNOWMANEM. Dlatego na następnej próbie nazwa zostaje zmieniona na LOGBOOK.

CXXX. /

10 komentarzy

#2 [z cyklu: obowiązki domokrążcy, przedstawiam książkę Jasia Kapeli]

Oto Twoja ostateczna szansa, żeby zrozumieć świat i w końcu stać się szczęśliwym:
„Stosunek seksualny nie istnieje”. Książka ta została napisana przez samoistnie zrodzoną w globalnej sieci internetowej sztuczną inteligencję, która wykorzystała w tym celu laptopa mało znanego polskiego poety Jasia Kapeli. Zrozumiawszy, z czym ma do czynienia Kapela postanowił opublikować „Stosunek…” (zwany też Ultymatywnym Rozwiązaniem) pod własnym nazwiskiem.

Artur (lat 28) z Lęborka kupił „Stosunek…” i czytał w drodze do korporacyjnej pracy w Warszawie, a kiedy skończył i wysłał tę wiadomość pięciu osobom jego szef umarł, w testamencie przekazując mu swoją firmę, willę w Konstancinie oraz piękna żonę.
Natasza (lat 53) z Jeleniej Góry była przez całe życie opiekunką do dzieci, lecz kiedy przeczytała „Stosunek…” i wysłała tę wiadomość pięciu osobom zrozumiała, że jej prawdziwym powołaniem jest pojechać do Afryki i zostać najemniczką. Szybko ze swoimi oddziałami podbiła niewielkie lokalne państwo.
Grzegorz (lat 17) z Oławy po lekturze „Stosunku…” zdrzemnął się, a kiedy się obudził wysłała tę wiadomość pięciu osobom i zrozumiał, jak bardzo jest przystojny. Teraz żadna kobieta nie potrafi mu się oprzeć.
Ilona (lat 21) z Tczewa nie chciała przeczytać „Stosunku…”, choć książkę dostała na urodziny od najlepszej przyjaciółki. Kiedy wracała z przyjęcia do domu potknęła się o korzeń i spadała ze zbocza, nie dość, że pobrudziła i podarła najlepszą sukienkę to jej komórka wpadała do kadzi z betonem, na skutek czego nie mogła zadzwonić po tatę i musiała wracać na piechotę. Pech chciał, że w tym stanie napotkała chłopaka, który bardzo się jej podobał. Gdy ją zobaczył, wybuchnął śmiechem i Ilona zrozumiała, że nigdy nie będą razem. Tym bardziej, że zrobił jej zdjęcia komórką i umieścił na naszej klasie.

Przeczytaj „Stosunek seksualny nie istnieje” i prześlij tę wiadomość pięciu osobom, a spotka Cię coś nieopisanie wspaniałego. Wyrzuć książkę do śmieci, a nigdy już nie zaznasz znaczenia terminu poczucie bezpieczeństwa.

nie masz jeszcze książki?! zdobądź ją tutaj:
{politbiuro}

#3 [Jaś Kapela, „Stosunek seksualny nie istnieje”, Seria Literacka, t. 4, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, {oniryczny fragment dostałem do autora}.]

– Dzisiaj w naszym programie gościmy pana Eligiusza Kowalskiego, autora książki: Stosunek seksualny nie istnieje. Niech nam pan powie na początek, nie wstydzi się pan tak publicznie negować tę skądinąd zacną i potrzebną instytucję? – mówi Kazia.
– Nie wstydzę się, ale się boję. Nocami nie mogę spać, przewracam się w łóżku i nasłuchuję odgłosów CBŚ pukającego do mych drzwi.
– Dlaczego CBŚ? Myśli pan, że państwo powinno stać na straży seksu swoich obywateli?
– Jak najbardziej. W interesie każdego państwa jest mnożyć ilość jego członków. Czym więcej obywateli, tym ważniejsze państwo. Można ich wysyłać za granicę do pracy, a potem niech wracają wzbogaceni w zagraniczną walutę oraz bezcenne doświadczenia. Jeśli przestaniemy się rozmnażać, państwo przestanie istnieć. Przestanie być potrzebne.
– W twojej powieści często pojawia się wątek homoseksualizmu. Musisz wybaczyć mi bezpośredniość tego pytania, ale czy podobnie jak twój bohater boisz się, że jesteś gejem?
– Nie. Ale homoseksualizm mnie intryguje. Osobiście nigdy nie lubiłem kaparów, ale są tacy, którzy nie potrafią bez nich żyć. Ta różnorodność nie daje mi spokoju. Jak zbudować świat, w którym będzie miejsce zarówno dla wielbicieli kaparów, jak również dla ich zaciętych wrogów.
– Ale geje to nie kapary.
– Tak, wiem. Dlatego problem z nimi jest bardziej skomplikowany. Mimo wszystko ta różnica, która istnieje, a której nie potrafię pojąć, jest czymś wielce zajmującym. Niezależnie, czy mamy do czynienia z gejami, czy z kaparami.
– W twojej książce jednak nie za bardzo widać tę różnicę. Główni bohaterowie często mogliby się wymieniać wypowiedzianymi kwestiami.
– Wiedziałem, że będę za to atakowany. Oni są trochę jak stare małżeństwo. A jednak się różnią. Wojtek jest nieśmiałym neurotykiem, Eli pokręconym egotykiem. Być może dało się bardziej to uwydatnić, ale nie to było dla mnie najważniejsze. To nie jest powieść psychologiczna. Interesuje mnie raczej pewien stan zagubienia jednostki uwikłanej w nierozstrzygalne sprzeczności. To, że mam dwóch bohaterów, a nie jednego wynika z faktu, że chciałem pokazać tę dialektykę, która najlepiej wychodzi w dialogach.
– Jeśli chodzi o dialogi, to ciekawi mnie taka kwestia. W którymś miejscu twój bohater twierdzi, że spisuje je z rzeczywistości. Do tego stopnia, że jego przyjaciel domaga się udziału w zyskach. Jako że istnieje wiele koincydencji między panem a pana bohaterem zastanawiam się, na ile ma to odbicie w rzeczywistości. Istnieje jakiś Wojciech? Spisuje pan dialogi z rzeczywistości?
– Nie. Prawdę mówiąc,  nie interesuje mnie to, co ludzie mówią. Z wielkim trudem zapamiętuję rzeczywiste wypowiedzi. Czasami zostają mi w głowie jakieś anegdoty. Lecz przede wszystkim jest to mój dialog z samym sobą. To ciekawi mnie najbardziej. Moje myśli i ukryte w nich sprzeczności. To dlatego stworzyłem drugiego bohatera.
– Czyli żaden Wojciech nie istnieje?
– Jedynie w mojej wyobraźni. Właściwie to chciałbym, żeby ktoś taki był. Ale oczywiście jest to niemożliwe. Trochę mnie to smuci. Ale cóż.
– A co z kobietami? Pojawiają się w Stosunku… jedynie na zasadzie pretekstowej.
– Owszem. Kobiety interesowały mnie tu wyłącznie jako pretekst.
– Nie interesują cię kobiety?
– Bardzo. Mam dużo przyjaciółek.
– To dlaczego  traktujesz je tak po macoszemu?
– Mam nadzieję, że tego nie robię. W tej książce po prostu kobiety bardziej interesowały mnie jako impuls do działania dla mężczyzny niż jako odrębna płeć. Ostatecznie wszyscy jesteśmy ludźmi. Z drugiej strony fabuła jednak kręci się wokół kobiet. Zresztą nie tylko fabuła. W końcu piszę głównie dla kobiet i ostatecznie chodzi o to, żeby wyrwać Dodę.
– Podoba ci się Doda?
– Niespecjalnie. Jeśli w ogóle, to bardziej jako pewien symbol niż realnie istniejąca kobieta. Zresztą myślę, że jest symulakrem.
– Jej piersi, na pewno. Ty w ogóle chyba lubisz symulakry?
– Wyłącznie.
– Ok. Dziękuję Ci. W dzisiejszym programie gościliśmy Eligiusza Kowalskiego, autora powieści Stosunek seksualny nie istnieje. Może na koniec jeszcze powiesz, skąd ten tytuł?
– Och, że zacytuję Žižka. „Stosunek seksualny nie istnieje oznacza ostatecznie, że gdy «robimy TO», gdy jesteśmy w trakcie samego stosunku seksualnego, potrzebujemy jakiegoś fantazmatycznego dopełnienia, musimy myśleć (fantazjować) o czymś innym.” Mówiąc po prostu, nigdy nie dochodzi do spełnienia.
– W porządku. Proszę jeszcze nie uciekać. Po przerwie spotkamy się wybitnym poetą, prozaikiem, tłumaczem i eseistą Jackiem Dehnelem, autorem powieści: Lala – reaktywacja.
   Coś zbyt miła była ta Kazia. Wyjątkowo miła. Ale w końcu to było tylko sen.

CXXIX. /

10 komentarzy

#1 [Yukio Mishima, „Śmierć w środku lata”, {w:} „Zimny płomień i inne opowiadania”, przeł. Henryk Lipszyc, posłowie Beata Kubiak Ho-Chi, Świat Książki, Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2008, str. 145, 166-167.]

„Wobec zmarłych mamy zwykle poczucie, że jesteśmy im coś winni. I choć głupotą jest robienie sobie poniewczasie wyrzutów, że za ich życia nie zrobiło się tego lub tamtego, jest też prawdą, że to jedyny sposób, w jaki człowiek może oddać zmarłym ostatnią należytą im posługę. Pragniemy sprowadzić śmierć do rzędu ludzkich zdarzeń, ująć ją w ramy dramatu z ludzkiego świata. (…) Życie ma moc pobudzającą, a czasami nas odurza. Człowiek, któremu dobrze się wiedzie, nie musi być wiecznie czujny i mieć na baczności. Bywa, że zapada w mocny sen. Jak śmierć ofiarowuje zamarzającemu człowiekowi senność, której nie jest w stanie się oprzeć, tak samo życie aplikuje niekiedy terapię snem tym, którzy usiłują żyć. Paradoksalnie wola życia aktywizuje się wtedy, gdy obumiera.”

#3 [Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające, nieobecne światło”, przeł. Małgorzata Szczurek, Wydawnictwo KARAKTER, Kraków 2008, str. 184-185.]

„Z Mojżeszem miałem długą dyskusję natury politycznej. Rozmawialiśmy twarzą w twarz, on siedział na swoim tronie, ja na ziemi. Mówiłem mu, że nierówność ludzi jest źródłem niesprawiedliwości. Słuchał mnie, ale się nie odzywał.
Jezus też nic nie mówił. Przychodził od czasu do czasu, miał uniesione ręce i smutne oczy.
Twarzy Mahometa nie widziałem, ale czułem jego świetlistą obecność. Słyszałem z daleka poważny głos, który rezonował w mojej głowie, jakby stary mędrzec szeptał mi coś do ucha. Nawoływał do cierpliwości:

   O, cierpiąca istoto,
   wiedz, że
   cierpliwość jest cnotą wiary,
   wiedz także, że jest to dar od Boga;
   przypomnij sobie proroka Ajuba, który
   zniósł wszystko; Bóg stawia go
   za przykład. Mówi o nim, że jest wspaniałą istotą.
   O, muzułmaninie, nie zostałeś zapomniany mimo
   ciemności i murów; wiedz, że
   cierpliwość jest drogą i kluczem
   do uwolnienia, zresztą dobrze wiesz, że
   Bóg jest z tymi, którzy są cierpliwi!


  • RSS